Być częścią całości czy całością części?

Zaczęłam nieprzystępną synekdochą (wyjaśnienie w tytule), a chodziło o rzecz, o której myślimy (którą czujemy) w zasadzie codziennie: jak bardzo można pozostać sobą w określonej sytuacji? Gdzie są nasze granice? Co musimy zrobić, żeby wpasować się w otoczenie? I dlaczego to my mamy się wpasowywać?

Bycie sobą w dzisiejszym świecie wcale nie jest takie łatwe. W świecie, który od początku do końca jest przez kogoś ustanowiony. Już od małego jesteśmy uczeni, że coś jest dobre lub nie, tak jest ładnie, a tak brzydko. Słowa prof. Haliny Bortnowskiej: „Trzeba w uczniu wzbudzić brak zgody na zastany porządek po to, aby wzbudzić chęć zmiany” (cyt. „Wysokie Obcasy”, maj 2015), zainspirowały mnie nie tylko do zastanowienia się nad tym, jak wychowuje się dzieci, ale przede wszystkim gdzie jest miejsce na własne zdanie. I jak to własne zdanie może zaprowadzić tam, gdzie chcemy być.

Człowiek działa oczywiście w systemie, społeczeństwie. Chcąc żyć z ludźmi, w pewnym stopniu musi się „wpasować” w tłum. To jednak zmierza w niebezpieczną stronę realizowania cudzych pragnień i życia cudzym życiem. Skutki mogą być opłakane. Prędzej czy później człowiek zaczyna rozumieć, że nie może postępować tak, jak każe mu mama, tata czy pracodawca. Można być oczywiście freakiem bez pracy, artystą pogrywającym na ulicach.

Dużo mówi się o tym, żeby realizować swoje marzenia i być sobą, odnaleźć siebie. Przyglądając sie temu z bliska, tak naprawdę jesteśmy zacieśniani krępymi sznurami. Widać to na etapie wczesnej edukacji – państwowa szkoła uczy tego, jak być odtwórcą i jak wspaniale dostosowywać się do czyichś wymagań, wypełniając klucze odpowiedzi. W pracy uczymy się, że bycie na zawołanie pracodawcy gwarantuje nam byt materialny na wysokim poziomie, świadczenia pozapłacowe i kartę Multisport. Nikt nie wspomina o braku … wolności. Pójście inną droga jest utrudnione – trudniej jest utrzymać własny biznes, a ludzie dookoła przekonują, że lepiej „mieć spokój i być na etacie”. Partnera też trzeba wybrac „rokującego”, inaczej pukają sie w głowę. Dodatkowo oglądając przepychanki w mediach i kolejne obiecanki, nie zdajemy sobie sprawy, że jesteśmy świadkiem wyreżyserowanego spektaklu.

Kto go reżyseruje?

O pralce zżerającej rachunki za gaz – początek

Tytuł pierwszego posta nie jest może najpoważniejszy i najlogiczniejszy, ale podobno istnieje taka hipoteza. Jakimś cudem włączona pralka może podwyższać rachunki za gaz, jeśli istnieje jakiś przełącznik. Inspiracją były spotkania z szalonymi koleżankami, które zawsze napawają mnie energią. Takich znajomych powinno się zawsze mieć w pobliżu 🙂 Nie wiem tylko, jak sprawy pralki i gazu technicznie mają się do siebie, najpewniej irracjonalnie.

Blog ten jednak zupełnie irracjonalny nie będzie 🙂 Powstał z powodu uporządkowania myśli, złapania różnych dzikich pomysłów za ogon i chęcią podzielenia się nimi. Coś czuję, że często również będą się tu pojawiały inne, społeczne, kulturalne, psychologiczne i może nawet filozoficzne kwestie. Blog ma też być czymś na kształt przestrzeni do wymiany myśli i poglądów. Jest też po prostu dlatego, że uwielbiam pisać.

Kiedyś były pamiętniki. Dziś są blogi. Kiedyś był papier, dziś jest Internet. Słowo pisane nigdy nie upadnie, Internet będzie się dalej rozwijał. A propos, należę do ostatniego pokolenia pamiętającego świat bez Internetu. Teraz jednak nie wyobrażam sobie go bez globalnej wioski. Jestem uzależniona? Na pewno niemiłosiernie przyzwyczajona.

Na pewno jednak jestem za tym, żeby być blisko człowieka, a po powrocie z pracy porozmawiać z nim, zamiast od razu wchodzić na Fejsa. Ale nie ukrywajmy, teraz nie uciekniemy już od tego. Ważne jednak, żeby wciąż pamiętać zapach książek i szelest kartek. I mieć czas na rozmowy z przyjaciółmi, nawet irracjonalne 😉

Ahoj!